Alan Moore, Dave Gibbons, “Strażnicy”

Druga połowa lat 80. w świecie komiksów okazała się prawdziwym tornadem zmian dla skostniałego ówcześnie gatunku. To właśnie wtedy Neil Gaiman postanowił na nowo opowiedzieć historię Sandmana, Frank Miller wydał Powrót Mrocznego Rycerza, zaś Alan Moore i rysownik Dave Gibbons pokazali światu Strażników, których wątki zostały ostatnio na nowo podjęte dzięki serialowi HBO. Gigantyczne znaczenie publikacji podkreśliło m.in. jedno z najbardziej wpływowych pism, czyli Time, umieszczając ów tytuł na liście 100 najważniejszych powieści świata (poza nim w rankingu nie znalazła się żadna inna książka tego typu). Nigdy wcześniej, a być może także nigdy później, na kartach historii graficznych nie wprowadzono jednocześnie tak rozbudowanej i złożonej fabuły, tak skomplikowanych portretów psychologicznych, tak dużej ilości odwołań do sztuki czy symbolizmu oraz okraszenia wyżej wymienionych socjologią, a także polityką. Przede wszystkim jednak po raz pierwszy odważono się zdekonstruować (lub wręcz obalić), jakby się wydawało, nierozerwalnie związany z amerykańską popkulturą mit superbohatera. U duetu Moore-Gibbons zazwyczaj jest on wręcz antybohaterem, nie tylko ze względu na liczne słabości charakteru (alkoholizm, depresja, nieprzepracowane traumy przeszłości), ale również przejawianie najgorszej odmiany plugawości.

Choć akcja komiksu rozgrywa się mniej-więcej w czasie jego pierwotnego ukazywania się na rynku, poprzedzający ją przebieg wydarzeń historycznych ma niewiele wspólnego z tym, co dzisiaj możemy przeczytać na kartach podręczników. Tutaj Amerykanie wygrali wojnę w Wietnamie, Richard Nixon nadal sprawuje urząd prezydenta, a do podróżowania i transportu towarów ludzie powszechnie używają pojazdów elektrycznych. Wszystko to okazało się możliwe dzięki ukonstytuowanej kilkadziesiąt lat wcześniej grupie ludzi zainspirowanych superbohaterskimi opowieściami, a także kolejnym pokoleniom pragnącym przejmować postawę starszych generacji. Zarzewie fabuły Strażników stanowi morderstwo jednej z takowych osób – Komedianta, który mimo fascynacji postaciami ratującymi świat dopuścił się niegdyś morderstwa ciężarnej kobiety oraz próby gwałtu swojej przyjaciółki. Sprawę zabójstwa chce rozwiązać nie tylko policja, ale również Rorschach, inny zamaskowany bohater, konserwatywny idealista, działający niegdyś wspólnie z ofiarą przestępstwa. Strażnicy muszą zatem raz jeszcze zjednoczyć swoje siły, zwłaszcza, że wiele wskazuje na to, iż pojawił się ktoś polujący na zamaskowane persony.

Komiksowi superbohaterowie zazwyczaj byli czymś więcej, aniżeli postaciami z mających dostarczać rozrywki publikacji. Częstokroć stanowili oni również odpowiedź na zapotrzebowanie czytelników będące pokłosiem m.in. zachwianego poczucia bezpieczeństwa bądź też kryzysu tożsamościowego lub wywołanego wojną. Omawiany komiks pokazał zatem, jak wyglądałby świat, gdyby podjąć próbę zaszczepienia na jego grunt idei niesionych przez wydawnictwa, w których superherosi są centralnymi bohaterami. Wbrew pozorom, jest to wizja daleka od optymistycznej. Zero-jedynkowy świat opowieści tego typu nijak ma się bowiem do wielobarwnej, złożonej rzeczywistości. Dzięki takiemu przesłaniu Strażnicy pozwolili dojrzeć historiom m.in. o Batmanie czy Supermanie i zachęcić twórców do uczynienia z nich poważnych głosów w dyskusjach o ludzkiej kondycji.