Bertrand Escaich i Caroline Roque, “Studio Tańca. Tom 1”

Jedni taniec uwielbiają, inni wręcz przeciwnie, ale wszyscy są zgodni w jednej kwestii: nauka jego zasad wymaga wylania znacznej ilości łez i potu oraz doświadczenia mniej lub bardziej poważnych kontuzji. A gdyby tak ująć rzeczony temat humorystycznie i jednocześnie ustanowić go pretekstem do stworzenia uniwersalnego komiksu przekonującego, że różnice nie muszą dzielić, że współpraca popłaca, że edukację i pasję można ze sobą łączyć oraz że z wyrzeczeń wyrasta wielka satysfakcja? Otóż otrzymujemy wówczas recepturę na wielki literacki przebój, jakim bez wątpienia okazało się Studio tańca – cykl, który w samej Francji przekroczył nakład miliona sprzedanych egzemplarzy. Od pewnego czasu jest on sukcesywnie udostępniany również polskiemu czytelnikowi.

Omawiana dziś publikacja stanowi kolejny frankofoński komiks, który tworzą krótkie, zazwyczaj jednostronicowe gagi. Mają one trzy główne bohaterki – Julię, Lusię i Alię. Każda z nich przejawia inne przekonania, podejście do obowiązków czy wrażliwość. Mimo to są świetnymi przyjaciółkami uczęszczającymi wspólnie do tej samej szkoły, a przede wszystkim tytułowego studia tańca, gdzie uczą się m.in. modern-jazzu czy baletu (ten drugi tak bardzo wchodzi postaciom w krew, iż potrafią go stosować nawet ściągając na klasówkach lub wkręcając żarówkę). Dziewczynki łączy również przeżywanie problemów charakterystycznych dla większości osób powoli wkraczających w okres dojrzewania: pierwsze uczucia, odkrywanie swoich pasji oraz poznawanie smaku rywalizacji, czasami niezdrowej. W tejże lubuje się Clara – czarny charakter komiksu, butna osóbka, chcąca być zawsze najlepsza i gotowa uczynić wszystko (z podłożeniem komuś świni włącznie), aby ów cel osiągnąć. Na swoje nieszczęście i szczęście innych, poza przerośniętymi ambicjami ma także gigantycznego pecha obracającemu przeciwko niej wszystkie niecne plany…

Studio tańca jest jednym z tytułów wydawanych pod szyldem cieszącej się sporą popularnością egmontowskiej serii „Komiksy są super”, jednak w odróżnieniu od pozostałych publikacji sygnowanych ową nazwą, tym razem mamy styczność z dziełem adresowanym do nieco starszych czytelników, aniżeli Ptyś i Bill czy Ernest i Rebeka. Jego lektura rzecz jasna największej frajdy dostarczy dzieciom trenującym lub przynajmniej zainteresowanym tańcem, ale również tym, którzy zachwycili się hitowym cyklem Sisters. Podobnie jak wydawnictwa autorstwa duetu Cazenove-Maury, Studio tańca ma urokliwe bohaterki, przyjemną stylistykę kadrów i, co zostało zasygnalizowane już na wstępie, sporo humoru. W przypadku ostatniej z wymienionych kwestii wyrazy uznania powinniśmy podzielić między scenarzystę występującego pod pseudonimem Béka, oraz przekładającego cykl Marka Puszczewicza. Ów tłumacz, odpowiedzialny m.in. za polską wersję Asteriksa gwarantuje, iż dowcipność pierwowzoru nie uleciała w procesie translacji.