Henryk Jerzy Chmielewski, “Tytus, Romek i A’Tomek. Księga IX”

Spora część naszych czytelników czasy PRL-u zna już wyłącznie z opowieści rodziców i dziadków. Ciężko będzie im zatem zrozumieć fenomen popularności westernów w tamtym okresie. Dla ówczesnych, zmęczonych szarą codziennością dzieci czy nastolatków, ale też ich opiekunów była to swego rodzaju odskocznia, a także podróż do innego, ekscytującego świata. Całe rodziny gromadziły się w sobotę wieczorem przed telewizorami, by oglądać takie produkcje jak ,Rio Grande czy serial ,Bonanza. Kto nie umie sobie wyobrazić, jakie to było przeżycie, niech przypomni sobie chociażby scenę z filmu Brunet wieczorową porą, w której główny bohater chce obejrzeć western Poprzez prerie Arizony, ale w tym momencie w jego mieszkaniu wyłącza się prąd, bo reszta dzielnicy również zasiadła przed telewizorami i przewody nie wytrzymały napięcia.

Doświadczenia tamtych czasów i nastroje społeczne niewątpliwie wpłynęły na twórczość Henryka Jerzego Chmielewskiego (Papcia Chmiela) – jednego z najbardziej znanych polskich twórców komiksów, autora cyklu o Tytusie, Romku i A’Tomku. Dziewiąta księga opisująca przygody harcerzy (jednego szympansa i dwóch pod postacią ludzką) przenosi nas właśnie na tak zwany Dziki Zachód. Wszystko za sprawą szalonego pomysłu Tytusa, któremu tak spodobał się oglądany w kinie western, że postanowił wskoczyć do środka. Koledzy, chcąc go ratować, rzucili się oczywiście za nim i tak cała trójka trafiła do Stanów Zjednoczonych przełomu XIX i XX wieku, gdzie kopalnie złota, dyliżansy i rewolwery były codziennością.

Autorowi nie można odmówić pomysłowości, ale również znajomości swoich czytelników, a także wydawców. Koncepcja wskakiwania do filmu wydaje się dość fantastyczna, co może budzić pewną dozę sceptycyzmu. Autor, jak się zdaje, przewidział takie głosy, dlatego na początku całej historii umieścił wstęp, w którym w przystępny, humorystyczny sposób opowiedział, jak redakcyjni koledzy krytykowali ten pomysł i jak przekonał ich, że pomimo jego nierealności, cały komiks warty jest przeczytania, z uwagi na swoje walory edukacyjne.

Oprócz warstwy przygodowej i edukacyjnej komiks ma jeszcze, jak to zawsze bywa u Papcia Chmiela, elementy humorystyczne nawiązujące do ówczesnych realiów życia w Polsce, jak chociażby kolejka do napadu na bank, napisy pozostawione przez podróżnych na przystanku i dopuszczalne spóźnienie dyliżansu wynoszące jeden miesiąc. Czytelnicy pierwszego wydania mogli więc nie tylko poczuć klimat Dzikiego Zachodu, poznać lepiej ten widziany tylko na ekranie telewizora, fascynujący świat, ale też z przymrużeniem oka spojrzeć na własne, codzienne problemy. Obecnie natomiast komiks stał się swego rodzaju portretem epoki, w której powstał i pozwala młodym czytelnikom nie tylko przeżyć niesamowite, westernowe przygody wraz z bohaterami, ale też pomaga lepiej poznać to, czym żyli ich rówieśnicy kilkadziesiąt lat temu.