Neil Gaiman, Dave McKean, „Drastyczne przypadki”

Każdy szanujący się miłośnik opowieści graficznych z pewnością przynajmniej kojarzy Sandmana. Nie wszyscy jednak pamiętają, że wspólna komiksowa przygoda jego twórców, Neila Gaimana oraz Dave’a Mckeana, rozpoczęła się od Drastycznych przypadków z 1987 roku, które swoim onirycznym klimatem zapowiedziały wspomniany cykl i utorowały do niego drogę, ale również przełamały stereotypowe postrzeganie gatunku. Artystom przyświecał bowiem zamysł wydania komiksu dla osób komiksów nieczytających i łączących je wyłącznie z historiami o superbohaterach.

Próżno oczekiwać od Drastycznych przypadków typowej linearnej fabuły. Tworzy ją bowiem ciąg luźno powiązanych ze sobą wspomnień z okresu dzieciństwa, które, jak wiadomo, częstokroć okazują się być nie tylko zatarte przez czas, lecz również znacząco podkoloryzowane dziecięcą wyobraźnią, a co za tym idzie niemające zbyt wiele wspólnego z prawdą. Udowadnia nam to narrator omawianego komiksu, który powraca myślami do nieprzyjemnego incydentu z udziałem jego ojca – gdy miał cztery lata rodzic, na skutek szarpaniny, poważnie uszkodził mu rękę. Wobec powyższego, chłopiec trafia na rehabilitację do intrygującego kręgarza potrafiącego czynić cuda z problematycznymi kończynami, a przy tym również ciekawie opowiadać o swoim życiu. Powiedzieć, że obfitowało ono w wiele ciekawych doświadczeń, to tak jak nic nie powiedzieć – bohater dowiaduje się chociażby, że niegdysiejszym przełożonym mężczyzny był sam Al Capone. Choć kilkulatek jest daleki od pełnego zrozumienia roztaczanych przed nim opowieści ich fascynujący charakter nakazuje mu wgłębiać się w nie coraz bardziej…

Drastyczne przypadki to krótki album o czasie i pamięci stawiający tezę, że emocje przeżywane przez dzieci, wbrew pozorom, nie są aż tak odległe w porównaniu z tymi doświadczanymi przez dorosłych. Dzieło Gaimana i McKeana zerwało z tradycyjnym dotychczas podziałem na kadry. Świat komiksu tworzą bowiem mrożące krew w żyłach rysunki bazujące na fotografiach rentgenowskich, skrawkach tkanin czy roślin. Tym bardziej zatem trudno sobie wyobrazić, iż pierwsze wydanie utworu było czarno-białe. Szczęśliwie, późniejsze – dzięki kolorom – w sposób pełniejszy oddają już chłodny i mroczny klimat książki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *