Bob Batchelor, „Stan Lee. Człowiek-Marvel”

Hulk, Fantastyczna Czwórka, X-Men i przede wszystkim Spider-Man. Kto nie zna tych superbohaterów? Dojrzali miłośnicy komiksów niejednokrotnie emocjonowali się ich przygodami, a młodsi wręcz chcieli być tacy, jak oni. Każda z wyżej wymienionych postaci jest inna, ale łączy je jedno – osoba Stana Lee, która jest odpowiedzialna za ich stworzenie, a co za tym idzie zbudowanie potęgi Marvela. Od niedawna, dzięki Wydawnictwu SQN wszyscy chcący zgłębić genezę powstania każdej z nich, a przy tym zapoznać się z biografią charakterystycznego starszego pana z wąsami, dzięki Wydawnictwu SQN mają ku temu okazję.

Życie Stana Lee okazuje się być równie ciekawe, co współtworzone przez niego historie. Autor, Bob Batchelor, z dokładnością opisuje jego dzieciństwo w czasach wielkiego kryzysu, okres nastoletni i fascynację literaturą oraz kinem, a także pierwsze podejmowane prace (jedną z nich było tworzenie nekrologów żyjących jeszcze gwiazd na wypadek, gdyby któraś z nich umarła). Pisarz jednak, co oczywiste, najwięcej uwagi poświęca jego współpracy z wydawnictwem Marvel. Z tych części książki, które zostały jej poświęcone dowiemy się m.in. jak szarża Stana Lee i postąpienie wbrew woli przełożonego nie tylko ocaliło oficynę przed bankructwem, ale też stworzyło jego potęgę. Książka pokazuje słynnego scenarzystę jako człowieka nie tylko ambitnego, lecz również pracowitego i pomysłowego, będącego w stanie dostosowywać się do panujących na rynku trendów i jednocześnie tworzyć nowe. Batchelor nie zapomina również o jego aktorskich epizodach – Lee zagrał bowiem w kilkudziesięciu filmowych adaptacjach swoich komiksowych dzieł.

W przeciwieństwie do wielu innych publikacji poświęconych Marvelovi i Stanowi Lee z opisywanej książki dowiemy się również wielu rzeczy na temat życia prywatnego „człowieka-Marvela”. Próżno od niej jednak oczekiwać skupiania się na ciemnych stronach życiorysu tej postaci. Batchelor, jako wielki miłośnik talentu ojca popularnych superbohaterów momentami wręcz je przemilcza. Odbija się to co prawda na jej wiarygodności, ale z pewnością nie na rzetelności wydawnictwa. Na każdej jego stronie widać bowiem trud, jaki autor włożył w stworzenie portretu swojego idola. Zrządzenie losu dodało publikacji jeszcze jedno znaczenie – okazała się ona swoistym pożegnaniem ze Stanem Lee oraz złożonym mu hołdem, albowiem wkrótce jej ukazaniu się na rynku słynny twórca Avengersów zmarł.

One Reply to “Bob Batchelor, „Stan Lee. Człowiek-Marvel””

  1. Polska premiera ksiazki autorstwa Boba Batchelora okazala sie byc trafiona w punkt. Zaplanowana o wiele wczesniej, ale wowczas trudno bylo przewidziec, ze zaledwie dwa dni przed ukazaniem sie publikacji Stan Lee umrze. Przyjelam te wiadomosc z ogromnym smutkiem, jednoczesnie cieszac sie, iz tak bogaty zyciorys zostal przez kogos spisany. Ot, osloda w chwili zadumy. Gdy tylko siegnelam po swoj swiezy egzemplarz, to trzymalo sie mnie przeczucie — wierzylam w dobry czas spedzony nad lektura. Nie pomylilam sie. To filmowa historia, traktujaca o sile marzen, nieprzewidywalnych kolejach losu, choc te slowa brzmia banalnie. Lee zawsze kojarzyl mi sie z sympatycznym staruszkiem, bedacym zyjaca ikona. Dopiero teraz zdaje sobie sprawe z tego, jak poplatana byla jego droga, ile energii wkladal w prace, ktora przeciez pojawila sie przypadkiem — Stanley Martin Lieber chcial byc po prostu pisarzem. Przyznaje, ze moja wiedza o komiksach jest dosc powierzchowna. Znam najslynniejszych bohaterow, widzialam kilka filmow, lecz daleko mi do miana czlowieka konkretnie obeznanego. Wydaje mi sie, iz ksiazka Batchelora bardzo zaciekawi osoby podobne do mnie. Takie pragnace zebrac lepsze informacje, poukladac sobie je wszystkie w glowie. Doskonale rozumiem — fani tworczosci Stana Lee moga byc troche rozczarowani, bowiem w publikacji natrafiamy na rozwlekanie watkow, powroty do tych juz raz opisywanych, a niektore sytuacje zostaly ledwo „musniete”. Niemniej jednak, ja sie nie nudzilam, gdyz autor posiada lekkie pioro, potrafi wzbudzac zainteresowanie, mimo paru minusow, pojawiajacych sie tu i owdzie. Z kazdej strony bije przekonanie, ze Bob Batchelor autentycznie jest milosnikiem tworczosci Lee, dlatego mozemy uznac, iz te ksiazke napisano z perspektywy prawdziwego fana. Zgrabnie wybielono ciemniejsze plamy na zyciorysie, chociaz w pewnych kwestiach bez problemu da sie wyrobic wlasne zdanie. Calosc okraszono wieloma ciekawostkami oraz fotografiami, a te ostatnie — uwielbiam! Osobiscie, wyraznie widze, iz Stanley Lieber byl czlowiekiem z krwi i kosci, popelnial bledy, uczyl sie na nich. Latwo go polubic, zwlaszcza dzieki jego poczuciu humoru, bezposredniosci, otwartosci. Fantastyczna postac. W ksiazce, oprocz tytulowego bohatera, wystepuje tez gama ludzi, ktorzy mieli i maja ogromny wplyw na amerykanska kulture. Z przyjemnoscia czytalam fragmenty poswiecone zonie Stana, Joan. Przez caly czas wspierala meza, czesto podrzucajac mu pomysly wykorzystywane potem w tworczosci. Sledzimy rozwoj komiksu na przestrzeni lat, zmiany spoleczne, wzrastajaca popularnosc Marvel Comics. Ciezko sobie wyobrazic, ze niegdys firma byla traktowana po macoszemu, walczac z problemami finansowymi. Sam Lee od dziecinstwa stykal sie z bieda, jako syn zydowskich imigrantow z Rumunii. Dlatego pracowal na swoj sukces, unikajac wymowek, mnostwo razy upadajac po to, aby wstac mocniejszym. Inspirujace? Owszem. Swiateczne zakupy nadal sa przed Wami? Wobec tego, rekomenduje udanie sie do najblizszej ksiegarni, jesli macie wokol siebie fanow Marvel Comics. Ponad trzysta stron wypelnionych elektryzujaca osobowoscia Stana Lee, czlowieka, ktory z superbohaterow stworzyl ludzi. Za to najbardziej go cenie — sprawil, ze latwo mozna utozsamic sie z jego postaciami, co dawalo nadzieje wielu dzieciakom, nastolatkom i doroslym, borykajacymi sie z wlasnymi klopotami. Dobra biografia, swietna do poczytania w ciagu nadchodzacych wolnych dni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *