Bob de Groot, “Clifton”, ilustracje Bédu i Turk

Na świecie nie brakuje fanów Jamesa Bonda. Zalicza się do nich także osoba pisząca te słowa. Każdemu z nich jednak bez wątpienia przynajmniej raz zdarzyło się zdenerwować na to, iż słynny agent 007 przypomina pozbawioną ludzkich cech niezniszczalną maszynę. W takiej sytuacji alternatywą mogą być przepełnione humorem komiksowe opowieści o Cliftonie.

Kim jest nasz bohater? Tak naprawdę nazywa się Harold Wilberfoce Clifton. To emerytowany pułkownik brytyjskiej Służby bezpieczeństwa (MI5), doświadczony lotnik, który wykazał się swoimi umiejętnościami m.in. podczas II wojny światowej oraz tropiciel wrogów Jej Królewskiej Mości. Żyje w pięknym domu na wsi razem z nadopiekuńczą gosposią Partridge rozwijając swoją pasję jaką jest… kolekcjonowanie banderol po cygarach. Pomimo tego, że mógłby oddawać się zasłużonemu odpoczynkowi wciąż walczy o sprawiedliwość, co wynika nie tylko z tęsknoty za pracą, lecz również olbrzymiej zdolności do pakowania się w rozmaite kłopoty. O różnorodności przygód Cliftona świadczą historie zaprezentowane w wydawnictwie inicjującym polską edycję tych komiksów. Raz mężczyzna pełni funkcję zastępowego drużyny skautów, raz wspomina swoją pierwszą rozwiązaną sprawę, raz spotyka tajemniczego jegomościa, który na skutek gapiostwa Cliftona rzekomo stracił pamięć, a jeszcze innym razem pomaga w zekranizowaniu swojej biografii. O tym, co jeszcze spotkało sympatycznego agenta będziemy mogli przeczytać już za około pół roku. W grudniu ukaże się bowiem kolejny tom jego perypetii.

Omawiana belgijska seria komiksowa nie do końca oparła się próbie czasu. Jej pewne elementy trącą myszką, jednak – w myśl przysłowia „lepiej późno niż wcale” – dobrze się stało, że wreszcie polski czytelnik może po nią sięgnąć, zwłaszcza, że jest to klasyczna pozycja jeśli chodzi o ten gatunek. Ponadto, może być ona również traktowana jako interesujący dokument socjologiczny. Uważni i starsi czytelnicy odnajdą w niej bez trudu lekkie przytyki pod adresem Anglików pozwalające zobaczyć, jak ten naród jest postrzegany przez Belgów. Nie przysłania to jednak rozrywkowego charakteru komiksu i wciąż służy on przede wszystkim dobrej rozrywce. Ci jednak, którzy oprócz uśmiechu oczekują czegoś więcej również nie będą zawiedzeni: oprócz samych historii w recenzowanej publikacji znajdziemy komentarz przybliżający historię komiksów o Cliftonie oraz biografie osób, które je tworzyły.